Pierwszy sygnał,drugi,trzeci..
-Nicole skarbie..-kiedy po drugiej,stronie usłyszałam jej ciepły głos,poczułam niewiarygodną ulgę.Tak dawno się z nią nie widziałam.Nie wygłupiałam.To właśnie,z tego powodu czułam,jakby cząstki mnie już nie było.Od zawsze byłyśmy,zwanymi "papużkami nierozłączkami" i to była prawda.-Nicole jesteś?-jej głos,zrzucił mnie z powrotem na ziemię.
-Tak tak.Morgan wiem,że ostatnio prawie wcale się nie widujemy,ale może...-Nie dane było,skończyć mi zdanie ponieważ Mor mi przerwała.
-Jasne,że się spotkamy.Może dziś o 16 w kawiarni?
-Odpowiada mi.To o 16.Pa-nie czekając na odpowiedź wcisnęłam,czerwoną słuchawkę.Zaczęłam się uśmiechać do siebie.Tak bardzo potrzebowałam,tego spotkania.Może nie tyle spotkania,co Morgan.Szybkim ruchem skierowałam,się do ciemno-brązowej szafy.Wyciągnęłam z niej dżinsowe spodenki i luźną zieloną bluzkę na ramiączkach.Włosy związałam w dwa warkocze a po ustach przejechałam bezbarwnym błyszczykiem.Planowałam,założyć swoje białe balerinki.Ale to na dole.Na bosaka zadreptałam,do salonu.Całe towarzystwo,wraz z moją siostrą i rodzeństwem już tam siedziało.Louise kiedy,tylko mnie zobaczyła zeskoczyła z kolan Harrego i podbiegła do mnie.Szybkim ruchem chwyciłam,kruszynkę na ręce.
-Co Ci się stało w główkę?-mała delikatnie poklepała,nadal bolące miejsce uderzenia!
-Nic skarbie.-cmoknęłam siostrzyczkę w czoło kładąc ją na ziemie.-Layla gdyby coś,to ja idę o 16 z Morgan.-widziałam,już tą minę nie raz.Zawsze kiedy próbowałam,gdzieś wyjść a ona miała plany zawsze,ale to zawsze miała tą minę.
-Nicole bo..
-Nawet nie kończ!-niegrzecznie weszłam jej w zdanie.-Nie obchodzą mnie Twoje plany.Nie ważne,czy idziesz gdzieś z Louisem,Cole'm bądź nawet Papieżem.Ja wychodzę!-krzyknęłam.Skierowałam się w stronę,drzwi.Założyłam planowane,wcześniej białe baleriny.
-Ale jest dopiero 14.-odezwał się Niall.
-Nie obchodzi mnie to!-warknęłam i wyszłam.Była godzina 14 a ja miałam z Morgan,spotkać się o 16.Niewiele więcej myśląc skierowałam się do parku.Kiedy przekroczyłam,bramę od razu skierowałam się na tamtą ławkę.Usiadłam na niej odchylając głowę w tył."DOŚĆ" tak tak dość.Do cholery ja też mam swoje życie.Nie mam nic przeciwko,opiece nad rodzeństwem ale ludzie bez przesady.Sama nie wiem kiedy do moich oczu zaczęły napływać łzy.Nie chciałam ich tamować.Słone krople z łatwością sunęły po moim policzku,mocząc tym samym bluzkę i spodenki.
-Nicole.-usłyszałam,szept i już wiedziałam do kogo należy.-Nicole co się stało-Loczek podbiegł do mnie przytulając mnie.Czułam się tak bezpiecznie.
-Nic Harry-załkałam,wycierając łzy.
-Przecież,gdyby nic się nie stało nie płakała byś.-delikatnie podniósł mój pod brudek -Mów co jest.-kciukiem starł pozostałe łzy z prawego policzka.Milczałam.Nie chciałam nic mówić.Po prostu wiedziałam,że on i tak nie zrozumie.-Posłuchaj mnie Nicole.Nie ma sytuacji bez wyjścia.Nie ważne co by się działo.-spojrzał na mnie,tak czule.Jego zielone tęczówki wirowały w słońcu,a mi aż się słabo zrobiło.
-Dziękuję-wymusiłam uśmiech.Chłopak delikatnie mnie przytulił.To było najlepsze pocieszenie.Mocny uścisk.Wsadziłam głowę,w zagłębieniu na jego szyi.Trwaliśmy w takiej pozycji,dobre 10 minut.Delikatnie odsunęłam się od chłopaka.Spojrzałam w jego oczy i wiedziałam,że nie ma odwrotu.Nie mogłam odwrócić wzroku.Jak słup soli wpatrywałam się w te zielone,oczy jak w diamenciki.
-Wrócimy do domu?-z transu wybił mnie sam głos Harrego.-Słowo,że nic nie powiem-chłopak wstał wyciągając dłoń przede mną.Bez chwili namysłu chwyciłam ją.Jednak halo..chłopak nie zamierzał jej puszczać..tak samo jak ja zresztą.Za ręce doszliśmy do domu.Nieśmiało popchnęłam drzwi.
-Nicolee - wydarł się Niall tuląc mnie tak mocno,że o mało co nie połamał mi żeber.-Tęskniłem za Tobą.-szepnął mi do ucha.Delikatnie cmoknęłam jego policzek.
-Niall! Ta pieprzona zapiekanka się pali!-z kuchni dobiegł mnie krzyk Liam'a.Jak oparzona wraz z resztą pobiegłam do kuchni.Niewzruszony Liam spojrzał na nas.
-Hej kochani.Jak było w parku?-lekko się uśmiechnął.
-A wiesz ciepło i miło,a Ty do cholery możesz mi powiedzieć czemu zapiekanka się pali!-wrzasnęłam.
-Spokojnie tak!-ryknął Zayn,który pomagał zdyszanemu Niall'owi ugasić palącą się potrawę.Przez to całe zamieszanie,nie zdałam sobie sprawy,że nadal Harry i ja trzymamy się za ręce.Liam spojrzał na nas w sposób przerażająco słodki.
-Co?-podniosłam jedną brew.On tylko skinął na dłonie.Pod wpływem spojrzenia Liasia oderwałam,dłoń od Hazzy.-Ty to się lepiej zajmij zapiekanką a ja idę się przebrać.-Chłopcy powrócili do poprzedniej czynności.Wykorzystałam,chwilę nieuwagi i podeszłam do Loczka.
-Dziękuję Harry.-stanęłam na palcach zostawiając na jego policzku soczystego całusa."niewzruszona" zaistniałą sytuacją pobiegłam do pokoju..''Nic nie dzieje się bez przyczyn, zrozum to i ruszaj przed siebie" w pełni się zgadzam!
~~*~~
Bum Tsaa Bum :D
No i jest piąteczka :D
Jest mało komentarzy przez co jestem smutna ;c
Ale do tych co komentują DZIĘKUJĘ :*
Kochani każdy was komentarz sprawia,że na mojej buzi pojawia się uśmiech :D
DZIĘKUJĘ ;*
:DD nie mogę się doczekać następnej części :3
OdpowiedzUsuńSuper blog
pozdrawiam :)